Inteligentny żul

Wśród ludzi uczących się języków obcych istnieje mit, że prywatne spotkania z nauczycielem (lub jeszcze gorzej – nauka w grupie) przez 1-2 razy w tygodniu magicznie spowodują, że po kilku miesiącach takiej nauki uczeń nagle zacznie biegle posługiwać się językiem obcym. Z przykrością stwierdzam, że jest to niemożliwe. Nawet najlepszy nauczyciel na świecie nie nauczy się języka zamiast Ciebie, może Ci jedynie w tym pomóc. Spotkania z nauczycielem – to jedynie konsultacje oraz motywacja, a elementem kluczowym w nauce języków obcych jest liczba godzin poświęconych na regularną naukę samodzielną (najlepiej codziennie), a nie fakt uczęszczania na kurs językowy.

Kiedy szukam nowych nauczycieli do swojego studia, zwykle zapraszam na rozmowę kwalifikacyjną ludzi, którzy już mają doświadczenie w nauczaniu języka. Zawsze zadaję im jedno bardzo ważne dla mnie pytanie: „Czy po swoich lekcjach zleca Pan/Pani uczniom coś w stylu pracy domowej?”. Ku mojemu zaskoczeniu, zdecydowana większość kandydatów odpowiada negatywnie, tłumacząc to brakiem takiej potrzeby albo też brakiem wolnego czasu klientów: „Omawiamy różne tematy na lekcjach, tłumaczę ludziom gramatykę, a jeśli czegoś nie rozumieją, tłumaczę ponownie”.

 

 

Brzmi świetnie: klienta ogarnia podniecenie, jak po trafieniu na promocję w „Biedronce”, bo dowiedział się kiedy i jak używamy w angielskim super profesjonalnego czasu Past Perfect Continuous – jest powód do dumy, bo teraz „znam” bardzo ważny angielski czas! Nauczyciel też jest szczęśliwy, bo sumiennie wykonał swoją pracę, ale… Ale niestety taki kandydat do pracy jest raczej automatycznie skreślany z listy, gdyż w moim studiu zawsze zadajemy pracę domową – i to w ogromnych ilościach! Wiem, dla potencjalnego ucznia to brzmi okropnie, wręcz okrutnie. A teraz pytanie: dlaczego zamiast łagodnie zachęcać klienta, wolę go straszyć? Bo jestem staroświecko uczciwy!

Zastanawialiście się kiedyś dlaczego nawet przeciętny żul jest w stanie opanować na przykład zdania warunkowe w języku ojczystym (Gdybyś mi Pani dała tera na krechę, jutro bym Ci przyniósł piniędzy i jeszcze prezent), a często bardzo inteligentny, wykształcony człowiek, uczący się angielskiego przez całe życie i tak nie jest w stanie ułożyć podobnego zdania po angielsku?

 

 

Chodzi przede wszystkim o czas spędzany z językiem. Zróbmy proste kalkulacje. Przeciętny człowiek w ciągu doby poświęca zwykle 8 godzin na sen oraz 16 godzin na czuwanie. Przez te 16 godzin czuwania aktywnie używa języka ojczystego – słucha, mówi, czyta, pisze. Tygodniowo to daje:

7 x 16 = 112

Typowy uczeń szkoły językowej lub uczący się języka z łagodnym korepetytorem, który szanuje jego wolny czas i nie zleca prac domowych, spędza z angielskim 2 godziny tygodniowo.
W zestawieniu to wygląda tak:

 

 

Uczęszczanie na kurs językowy przez 2 godziny w tygodniu bez żadnego dodatkowego wysiłku oznacza, że nawet jeśli nie opuścisz żadnego zajęcia, przez cały rok spędzasz z językiem obcym mniej czasu, niż z ojczystym przez tydzień! Jaki to w ogóle ma sens? Pytanie raczej retoryczne…

Już słyszę zarzuty, słyszę: „A skąd mam niby wygospodarować czas na ten angielski, skoro mieszkam w Polsce?” Racja. Nikt nie wymaga, żeby stosunek tych godzin wynosił 56-56 tygodniowo, jest to raczej niemożliwe, ale celem jest wydłużenie tygodniowej liczby godzin z 2 do przynajmniej 10, dopiero przy takiej częstotliwości nauka będzie miała sens i wiedza zacznie się logicznie układać w głowie.

Ważne jest pamiętać o tym, żeby te 10 godzin podzielić na mniejsze kawałki i pracować z językiem najlepiej codziennie po 1-1,5 godziny, niż zrobić 2 super sesje typu 5+5. Ludzki mózg aktywnie pracuje przez 1-1,5 godziny, później wymaga przerwy, więc siadanie do angielskiego na 5 godzin przyniesie odwrotny efekt – po kilku takich sesjach zmęczysz się i znienawidzisz ten język.

I nie mówcie mi, że wygospodarowanie 1-1,5 godziny dziennie jest rzeczą niemożliwą, bo nie uwierzę. Przeciętny człowiek tyle lub nawet więcej czasu dziennie spędza siedząc na Fb, Instagramie i innych portalach społecznościowych, nie mówiąc już o TV lub Youtube czy Netflix. Powiem więcej – te magiczne 1-1,5 godziny często można wygospodarować nawet niekoniecznie kosztem ulubionego Fb czy meczy w telewizji. W ciągu tygodnia mamy zajęcia, podczas których nasz mózg odpoczywa, więc można ten czas zająć językiem obcym. Chodzi na przykład o dojazdy do pracy i z powrotem, sprzątanie domu, bieganie, czas na siłowni lub na basenie pod warunkiem, że jesteśmy tam sami. Tak robią moi uczniowie – oglądają filmy w telefonie na siłowni podczas biegania/chodzenia, słuchają audiobooków/podcastów podczas jazdy do pracy i z powrotem, w domu zostaje od czasu do czasu spędzić naprawdę chwilę z podręcznikiem i przed komputerem.

 

 

Nauka języka obcego zwykle kojarzy się ludziom z siedzeniem nad podręcznikiem i przerabianiem ćwiczeń, ale to jedynie malutki element nauki, który jest raczej jej uzupełnieniem niż podstawą. Te 60-90 minut dziennie trzeba najpierw wygospodarować (powiedzmy, że mamy to już za sobą), następnie dobrze zaplanować, a później sumiennie się motywować. Pierwszą rzecz zrobisz sam, do drugiej i zwłaszcza trzeciej polecam znaleźć sprawdzonego coacha językowego, który przygotuje dla Ciebie profesjonalny program nauki dostosowany do Twojego poziomu i Twoich możliwości i dopilnuje, że będziesz miał góry motywacji. Jeśli Twój coach językowy jest nieco bardziej inteligentny, niż wspomniany wyżej żul lub łagodny nauczyciel, przede wszystkim zostaniesz zaopatrzony w różne ciekawe zadania, które możesz robić samodzielnie. Celem coacha jest znalezienie sposobu jak maksymalnie wydłużyć Twój czas spędzony aktywnie z językiem obcym i motywowanie Cię do tej regularności. A omawianie „super profesjonalnych” angielskich czasów odbywa się przy okazji, o ile coach uzna, że w ogóle ich potrzebujesz.

W celu weryfikacji mojej idei polecam artykuł z Wikipedii poświęcony nauce języków obcych.

(źródło: https://en.wikipedia.org/wiki/Common_European_Framework_of_Reference_for_Languages)

Ludzie mieszkający za granicą po kilku latach zaczynają mieć problem z używaniem języka ojczystego, wiecie dlaczego? Po prostu nie spędzają z nim czasu, bo na co dzień posługują się wyłącznie językiem obcym, który po jakimś czasie zaczyna zastępować im język ojczysty. Ludzie idą na anglistykę, już znając angielski na co najmniej C1 i spędzają 5 lat, pracując codziennie, żeby go szlifować, a nadal nie znają go doskonale. Chcesz nauczyć się języka obcego, spędzając z nim 2 godziny w tygodniu? Może lepiej zająć się na przykład szydełkowaniem lub jogą?

 

Zainteresował Cię artykuł? Chciałbyś umówić się na bezpłatną konsultację? Zgłoś się tutaj