Zagramy w ping-ponga po angielsku?

Czytasz po angielsku – coś tam (ewentualnie sporo) rozumiesz. Napisać też coś tam potrafisz gorzej lub lepiej. Ze słuchaniem trochę ciężej, bo Polaków mówiących po angielsku niby się rozumie, ale z cudzoziemcami już zupełnie inna bajka… Mimo wszystko, mówienie jest najtrudniejsze – to nie podlega dyskusji, bo w trakcie rozmowy z cudzoziemcem prawdopodobnie czujesz się jak Tytanik po spotkaniu z górą lodową, ale czy kiedykolwiek się zastanawiałeś/aś co się na to składa?

 

 

Spróbujmy przeanalizować razem, dlaczego tak ciężko jest mówić w języku obcym. Zatrzymajmy się na chwilę, zanim wcielimy się w rolę słynnego statku i spróbujmy zrozumieć, jakie czynności musimy wykonać, żeby nie utonąć:

1) trzeba mieć wizję wypowiedzi (na przykład, chcemy opowiedzieć o ciekawym filmie, więc trzeba pamiętać wydarzenia i na nich się skupiać);
2) trzeba przełożyć fakty na słowa, do czego potrzebna znajomość słownictwa w języku obcym (spadochron, pościg, zdrada, kajdanki itd.);
3) trzeba układać zdania sensownie, żeby były w miarę zrozumiałe dla odbiorcy (potrzebna znajomość przynajmniej podstaw gramatyki);
4) trzeba wymawiać słowa w sposób w miarę zrozumiały dla odbiorcy;
5) trzeba unikać pauz, ponieważ dłuższe przerwy zakłócają komunikację.

Ostatni punkt został wyróżniony, gdyż jest najtrudniejszy, ponieważ może być spowodowany wszelkimi możliwymi problemami z wykonaniem punktów 1-4:

1) możemy zapomnieć, co się działo z bohaterem po na przykład wyjściu ze szpitala, więc trzeba się wysilić, żeby sobie to przypomnieć (w tej chwili pamięć skupia się wyłącznie na faktach i zapomina o sprawach językowych);
2) możemy nie pamiętać lub w ogóle nie znać konkretnego słowa w języku obcym, na przykład „spadochron” – w tym momencie to jest istotne, więc trzeba znaleźć sposób, jak to wytłumaczyć za pomocą znanych słów: „No wiesz, takie coś, na czym się skacze z samolotu” – w tej chwili pamięć skupia się wyłącznie na wyjaśnianiu jednego, konkretnego słowa i zapomina o innych rzeczach;
3) może powstać problem gramatyczny – marnie skleiliśmy konkretne zdanie, co widać po reakcji odbiorcy – jego wyraz twarzy sygnalizuje brak zrozumienia, więc musimy skupić się na przekształceniu poprzedniego zdania i zmienić je tak, żeby odbiorca nas zrozumiał;
4) brak poprawnej wymowy może spowodować nieporozumienie – znowu wyczuwamy, że odbiorca zrozumiał nas źle lub wcale nie zrozumiał – trzeba wrócić i znaleźć inny sposób przekazywania informacji.

Zdajmy teraz sobie sprawę z tego, jak potężny wysiłek robi nasz mózg, kiedy próbuje spełnić wszystkie powyższe warunki. W przypadku człowieka nieprzyzwyczajonego do regularnego mówienia w języku obcym, porównałbym jego wysiłek umysłowy podczas 5-minutowej wypowiedzi po angielsku do 30-minutowego szybkiego biegu osoby, która nie biega regularnie.

 

 

Na szczęście, mam dobrą wiadomość: mówienie najczęściej idzie w parze ze słuchaniem (dialog), co znaczy, że nie musimy wysilać się bez przerwy, lecz mamy chwilę na odpoczynek w mówieniu podczas słuchania drugiej osoby – coś typu znanej wszystkim gry z lekcji wf-u w szkole.

Graliście kiedyś w ping-ponga? Jeden gracz serwuje, drugi odbija, pierwszy też odbija i tak dalej, aż piłeczka będzie poza zasięgiem jednego z graczy. Podobnie wygląda rozmowa dwóch osób – pytanie-odpowiedź/opowiadanie-reakcja, czyli ping-pong. Umówmy się, że PING – to mówienie, a PONG – słuchanie. Kiedy jedna z tych osób robi PING, druga robi PONG, następnie na odwrót i tak w kółko.

 

 

Kiedy osoba A robi PING, czyli mówi, aktywnie działa jej część mózgu odpowiedzialna za mówienie (nazwijmy ją Speaking box). W trakcie wypowiedzi osoby A, osoba B skupia się na PONGu, czyli słuchaniu, więc aktywnie działa jej część mózgu odpowiedzialna za słuchanie (nazwijmy ją Listening box).

 

 

Czynności te są powtarzane, więc kiedy aktywnie pracuje Speaking box, Listening box odpoczywa i na odwrót. Rozmowa w języku ojczystym może trwać bardzo długo, ale człowiek nie czuje zmęczenia, ponieważ oba BOXy są przyzwyczajone do długiego działania na wysokich obrotach. Inaczej wygląda to w języku obcym – po jakimś czasie (w zależności od poziomu doświadczenia mówcy) pojawia się naturalne zmęczenie – mózg zwyczajnie nie jest w stanie skupiać się na takiej ilości trudnych zadań.

Co zrobić żeby to zmienić? Po prostu regularnie ćwiczyć! Jeśli chcesz uczestniczyć w maratonie, zacznij regularnie biegać, jeśli chcesz płynnie mówić w języku obcym, zacznij regularnie mówić – to proste jak załatwienie karty kredytowej!

Wypowiedzi ustne można podzielić na 3 grupy:

1. Krótka 1-2 zdaniowa wypowiedź (na przykład, odpowiedź na pytanie „Co robiłeś w weekend?” – „Byłem w domu, oglądałem telewizję i nic poza tym”).
2. Dłuższa wypowiedź (na przykład, udział w dialogu, kiedy podajesz swoją opinię i uzasadniasz ją, opierając się na przykładach, co trwa zwykle 30-60 sekund).
3. Długi monolog (na przykład, opowiadasz w sposób ciągły o przeczytanej książce lub ostatnich wakacjach – minimum 10-15 minut).

Żeby zrozumieć różnicę między wysiłkiem umysłowym podczas tych 3 wypowiedzi ustnych, porównałbym je do różnych trybów biegania:

1. Krótka 1-2 zdaniowa wypowiedź – to jak wyścig z 5-latkiem na spacerze. 5-latek chce Ci udowodnić, że jest szybszy, więc co kilka minut ustala metę i musisz razem z nim do niej biec, oczywiście przegrywając w ostatniej chwili 🙂 Radzisz sobie z tym „wyścigiem” dobrze, ale po 20 minutach takiej zabawy zaczynasz się zastanawiać czy na pewno prowadzisz zdrowy tryb życia 😉 Tak samo z mówieniem w języku obcym: jeśli nie masz doświadczenia, potrafisz wydusić z siebie kilka słów, potem potrzebujesz przerwy, potem znowu kilka słów, a za chwilę już nie chcesz mówić w ogóle – przemęczyłeś się.

 

 

2. Dłuższa 1-minutowa wypowiedź – to kiedy nagle zdajesz sobie sprawę, że Twój pociąg odjeżdża za 2 minuty, a Ty dopiero wysiadasz z autobusu. Do dworca jeszcze kawałek, więc biegniesz szybciej od mistrza olimpijskiego, ale nagle rozumiesz, że dłużej nie dasz rady i się zatrzymujesz, żeby złapać trochę powietrza. Tak samo w języku obcym: potrafisz tworzyć dłuższe wypowiedzi ustne, ale co chwilę czujesz, że potrzebujesz przerwy, żeby złapać oddech.

 

 

3. 15-minutowy monolog – to jak byś biegł 15 km lub uczestniczył w maratonie (48,195 km). Bez przerwy. I musisz te prawie 50 km pokonać w 5 godzin! W mojej karierze miałem kilku uczniów, którzy przebiegli maraton i wiem od nich, że w bieganiu przyjmuje się, że jeśli osoba potrafi przebiec 10-15 km bez przerwy, to może próbować startować w maratonie. Oczywiście, w maratonie wysiłek jest zupełnie inny i nie zawsze udaje się dotrwać do mety, ale można to porównać z mówieniem w języku obcym. Jeśli człowiek potrafi mówić w języku obcym bez przerwy przez 10-15 minut i nie czuje zmęczenia, prawdopodobnie będzie mógł mówić przez 40-50 minut (jak prawdziwy maratończyk). To trudne. Ale możliwe!

 

 

Uchylę rąbka tajemnicy i opowiem, jak ćwiczą mówienie moi uczniowie. Zawsze w trakcie lekcji zmuszam uczniów do przejścia przez wszystkie 3 typy wypowiedzi, ale przynajmniej raz przez tak zwany „maraton” – długi monolog. Na początku współpracy ze mną, moi uczniowie nienawidzą bycia zmuszanymi do dłuższych wypowiedzi i mają ochotę mnie zagryźć, ale po jakimś czasie mają coraz bardziej z górki i w końcu potrafią opowiadać mi o wakacjach, filmach, przeżyciach itd. przez całą godzinę bez przerwy, a ja mam problem z zadawaniem pytań i wypowiadaniem się, bo nie dadzą mi nic powiedzieć 🙁 Wiecie co to znaczy? Pełne przełamanie bariery językowej – to tak jakbyś przebiegł(a) maraton!

To niesamowite uczucie dla coacha językowego. Uczeń tego nie czuje, bo to wszystko się działo powoli, ale coach wie, jaki ogromny wysiłek został w to włożony. I wiecie co, to jest ogromny sukces i tragedia – dwa w jednym. No bo przecież ja też mam sporo do powiedzenia i lubię dyskutować i żartować, ale nie! Moi uczniowie z doświadczeniem nie pozwalają mi się nagadać, bo jak małe dzieci zaczynają się cieszyć swobodnym mówieniem w języku obcym przez całą godzinę, kiedy mózg już się nie męczy po 10, 20, 40 minutach…

Super, gratuluję im i bardzo się cieszę, bo trochę chyba uczestniczyłem w tym sukcesie, tylko że… A kto mnie na lekcji wysłucha? I znowu pytanie retoryczne…

Jeśli naprawdę chcesz sprawdzić swój poziom znajomości języka, nie trzeba strzelać, uzupełniając test typu A, B, C, D w szkołach językowych, bo to nie odzwierciedla Twojego poziomu znajomości języka, lecz Twój poziom szczęścia. Zgłoś się na dłuższą rozmowę po angielsku – zobaczysz natychmiast czy/kiedy wymiękniesz i zrozumiesz, jaki jest Twój obecny poziom języka i co powinieneś robić, żeby go skutecznie poprawić.

 

Zainteresował Cię artykuł? Chciałbyś umówić się na bezpłatną konsultację? Zgłoś się tutaj