Ja sobie pogadam, a Ty mi za to zapłacisz!

Ja sobie pogadam, a Ty mi za to zapłacisz!

Nie jest tajemnicą, że jeśli chcesz rozwinąć jakąś umiejętność, jedynym sposobem na rozwój jest aktywne ćwiczenie tej umiejętności. Żeby nauczyć się grać na gitarze, trzeba trzymać gitarę w rękach i grać. Żeby nauczyć się gotować, trzeba zacząć gotować. Tak samo jest z językami obcymi: jeśli chcesz rozumieć co mówią ludzie, musisz aktywnie ćwiczyć słuchanie, ale jeśli chcesz sprawnie mówić, trzeba regularnie ćwiczyć mówienie, czyli po prostu mówić! Słuchanie nauczyciela na lekcjach nie pomoże Ci nauczyć się mówić! Ale możesz po prostu chodzić i płacić za słuchanie wykładów, które i tak Ci nic nie dadzą.

 

 

Przychodzi do mnie potencjalna uczennica na lekcję próbną. Typowy przypadek – kobieta, która od 15 lat próbuje uczyć się angielskiego w różnych szkołach, z różnymi korepetytorami, ale nadal nie jest w stanie się przedstawić po angielsku. Pokazuję jej moje drakońskie metody nauczania, po czym słyszę przerażenie i następującą ripostę: „Wie Pan co, nawet jeśli zgodzę się do Pana chodzić, to znajdę znajomego, z którym będę chodzić w parze”. Pytam ją, dlaczego koniecznie ze znajomym? „Pan wymaga, żebym ja na lekcjach próbowała rozmawiać po angielsku, ale ja nie chcę. Kolega będzie z Panem rozmawiać, a ja będę Was słuchać i w ten sposób się nauczę”.

I to jest dopiero genialne podejście do nauki języków! Wszystkie moje dziwne metody szlag nagły trafił. To takie proste – wystarczy słuchać, co mówią inni, nie trzeba się wysilać. Przecież chcąc nauczyć się pływać, nie trzeba wchodzić do nieprzyjemnie zimnej wody, bo po co? Wystarczy oglądać pływającego instruktora, którego ruchy w wodzie komentuje drugi instruktor pływania, najlepiej medalista olimpijski – żeby był szybszy efekt. Kilka miesięcy takiego oglądania (najlepiej leżąc wygodnie na leżaku, żeby się nie zmęczyć) i można zdawać na kartę pływacką.

Podobnie jest z nauką jazdy przecież. Po co się wysilać, kręcąc kierownicą, zmieniając biegi, słuchając opierdziele instruktora „Dwójeczka, proszę Pani, nie wsteczny! I uwaga na babcię!” Taka nauka jest zbyt stresująca, a do tego nie ma nawet jak Facebooka przejrzeć. I ciągle ten instruktor „krzyczy”, a ja za to płacę! Nie no, bez sensu. Znajdźmy lepszego instruktora, najlepiej kierowcę rajdowego i siedźmy przy nim po prawej stronie, a ON! niech się wysila i nas uczy, bo dostaje za to nasze pie-nią-dze! I niech tłumaczy podczas jazdy, jak zmienia biegi, jak wymija jeżdżące lamy, jak czyta znaki drogowe. Kilka miesięcy takiej nauki i można zdawać egzamin. Proste!

W nauce języka jest podobnie. Każdy język składa się z 4 sprawności:

– słuchanie (listening)
– czytanie (reading)
– pisanie (writing)
– mówienie (speaking)

Niestety, każda z tych sprawności wymaga wysiłku – trzeba je po prostu ćwiczyć i czasami oderwać tyłek od wygodnej kanapy. Wszystkie są bardzo istotne, chociaż niektóre bardziej, a niektóre mniej. Poniżej wykres przedstawiający podział sprawności językowych w życiu przeciętnego człowieka:

Źródło: https://www.slideshare.net/harshidpanchal7/for-slideshare-42061464

 

 

Intensywność ćwiczenia poszczególnych sprawności może się różnić w zależności od stylu życia i pracy, ale pewne jest jedno: żadnej nie można zaniedbać.

Słuchanie
Słuchanie, jak widać z wykresu, jest w ogóle podstawą języka – słuchamy wszędzie i na co dzień, więc jak można zaniedbać tę sprawność? Słuchać można w domu, do tego nie jest Ci potrzebny nauczyciel – on Ci tylko zleca, co i jak masz słuchać, a Ty się w to bawisz:

 

 

Czytanie
Bez czytania też nie damy rady. Właśnie tworząc ten artykuł, sięgam po różne źródła w internecie i z przykrością przyznaję, że wyszukiwanie ciekawostek w języku polskim jest mało skuteczne, gdyż zakres artykułów czy obrazków w języku angielskim jest bez porównania większy. A co bym zrobił, gdybym nie umiał czytać po angielsku? Do czytania nauczyciela nie potrzebujesz – dostajesz wskazówki, co i jak masz robić, zaparzasz kawę i do boju!

 

 

Pisanie
Trzeba pracować nad pisaniem, bo nie wystarczy przecież oglądać memy na fb, wypadałoby je komentować. A co, jeśli potencjalny szef zleci napisanie maila po angielsku? Nauczyciel Cię zaopatrzy w potrzebne słownictwo i wskazówki, co i jak masz robić, ale fizycznie nie musi w tym uczestniczyć – możesz to robić sam na kanapie:

 

 

Mówienie
No, i w końcu, mówienie – największy ból każdego ucznia. Mówić trzeba szybko i zrozumiale dla odbiorcy, bo nikt przecież nie chce czekać, aż zbudujemy poprawne zdanie w głowie po polsku i wydusimy je z siebie w łamanym angielskim. Tę sprawność również należy ćwiczyć, tylko że w tym przypadku sam tego nie zrobisz, bo do rozmowy, jak do tanga – trzeba dwojga. I ponieważ w większości przypadków spotkania ze mną na lekcjach – to jedyna dawka mówieniowa po angielsku w życiu moich uczniów, każda minuta naszego spotkania jest bezcenna i jest poświęcona szlifowaniu mówienia w języku obcym. Nie da się tego zrobić w 100%, bo w rozmowie muszą uczestniczyć dwie osoby, ale staram się robić tak, żeby moje mówienie w stosunku do mówienia ucznia na lekcji wynosiło mniej więcej 30-70%.

 

Zadziwia mnie, jak wielu ludzi chodzi na lekcje, żeby słuchać wykładów nauczycieli, którzy popisują się swoją wiedzą i szlifują ją. I płaci im za to. Dlaczego ja tak nie potrafię? Pytanie znowu retoryczne.

 

Zainteresował Cię artykuł? Chciałbyś umówić się na bezpłatną konsultację? Zgłoś się tutaj