Ja sobie pogadam, a Ty mi za to zapłacisz!

Przychodzi do mnie potencjalna uczennica na lekcję próbną. Typowy przypadek – kobieta, która od 15 lat próbuje uczyć się angielskiego w różnych szkołach, z różnymi korepetytorami, ale nadal nie jest w stanie się przedstawić po angielsku. Pokazuję jej moje drakońskie metody nauczania, po czym słyszę przerażenie i następującą ripostę: „Wie Pan co, nawet jeśli zgodzę się do Pana chodzić, to znajdę znajomego, z którym będę chodzić w parze”. Pytam ją, dlaczego koniecznie ze znajomym? „Pan wymaga, żebym ja na lekcjach próbowała rozmawiać po angielsku, ale ja nie chcę. Kolega będzie z Panem rozmawiać, a ja będę Was słuchać i w ten sposób się nauczę”.

I to jest dopiero genialne podejście do nauki języków! Wszystkie moje dziwne metody szlag nagły trafił. To takie proste – wystarczy słuchać co mówią inni, nie trzeba się wysilać. Przecież chcąc nauczyć się pływać nie trzeba wchodzić do nieprzyjemnie zimnej wody, bo po co? Wystarczy oglądać pływającego instruktora, którego ruchy w wodzie komentuje drugi instruktor pływania, najlepiej medalista olimpijski – żeby był szybszy efekt. Kilka miesięcy takiego oglądania (najlepiej leżąc wygodnie na leżaku, żeby się nie zmęczyć) i można zdawać na kartę pływacką.

Podobnie jest z nauką jazdy przecież. Po co się wysilać kręcąc kierownicę, zmieniając biegi, słuchając opierdziele instruktora „Dwójeczka, proszę Pani, nie wsteczny! I uwaga na babcię!” Taka nauka jest zbyt stresująca, a do tego nie ma nawet jak facebooka przejrzeć. I ciągle ten instruktor „krzyczy”, a ja za to płacę! Nie, no bez sensu. Znajdźmy lepszego instruktora, najlepiej kierowcę rajdowego i siedźmy przy nim po prawej stronie, a ON! niech się wysila i nas uczy, bo dostaje za to nasze pie-nią-dze! I niech tłumaczy podczas jazdy jak zmienia biegi, jak wymija jeżdżące lamy, jak czyta znaki drogowe. Kilka miesięcy takiej nauki i można zdawać egzamin. Proste!

W nauce języka jest podobnie. Każdy język składa się z 4 sprawności: